Uwagi po meczu Legia - Śląsk

Po trzech porażkach wreszcie zmieniona Legia miała walczyc i walczyła, bo trener nastraszył niektórych zawodników, którzy grali dla siebie. Ewidentnie uczulił też innych, żeby walczyli, bo piłka nożna jest sportem walki i „gwiazdki”muszą wsadzać nogi do ognia. Inaczej to mogą sobie grać, ale w ping ponga.

Czy to się udało? Po części tak, bo odmieniony Chinyama aż do przesady grał zespołowo, nawet kiedy nie było potrzeba, a Rocki i Vuković byli przykładowymi walczakami, za którymi musieli iść inni. Dlatego na boisku było dużo prawdziwej walki - i to zaskoczyło przeciwnika.

W dodatku pozbawiony wreszcie w środku lini pomocy Rogera Iwański pokazał, że potrafi liderować. Strzelił pierwszą (ładną!) bramke dla Legii, ale klasę pokazał przy drugiej bramce, kiedy jak rakieta na dopalaczach wyszedł do podania i dośrodkował w tempo do Chinyamy. Ten w swoim stylu wyprzedził obrońców Śląska i prawie wślizgiem wpakował piłke do bramki. Dla mnie to była akcja meczu.

Należy również podkreślić, że wreszcie padają bramki po stałych fragmentach gry, wykonywanych bardzo dobrze przez Iwańskiego. Wynik 4-0 może świadczyć, że Legia dominowała na boisku, ale tak nie było, bo ciągle popełniała dużo błędów w grze obronnej. Nie zawsze po stracie piłki w strefie ataku przeciwnika na czas wracali do swoich stref zawodnicy i robiła się „ozonowa” dziura pomiędzy linią pomocy a obroną, czego przeciwnik nie umiał zamienić na bramki. Za wolno po prostu budował akcje ofensywne.

W drużynie Śląska na uwagę zasługuje fakt, że liderem zespołu starał się być Sebastian Mila, ale twarde wejścia przeciwnika w nogi szybko odebrały mu ochotę do gry. Następcy do liderowania po nim już nie było.

Leo Beenhakker, który był na meczu, może być zadowolony z Wawrzyniaka, który strzelił bramke i walczył w obronie jak należy. Natomiast Roger, który wszedł za Chinyame do lini pomocy, nie wniósł nic nowego. Przedstawiciele Milanu i Interu byli na meczu ale chyba interesował ich bardziej stadion i jego przebudowa, niż Chinyama czy Roger. Oczywiście byli pod wrażeniem kibićów ŻYLETY, co dawali wyraz w rozmowie z nami.

Odpowiedzi na pytania od kibiców - część 2

Trochę to zajęło, ale mam drugą część odpowiedzi na pytania od kibiców Legii. Następne w kolejce będą pytania dotyczące reprezentacji Polski.

Czy uwaza Pan ze polityka transferowa ITI i klubu KP Legia idzie w słusznym kierunku aby Legia stała sie zespolem sredniego formatu europejskiego?
Myślę, że ITI chce kupować i promować młodych zawodników, klasyczne talenty, żeby je pózniej dobrze sprzedać. Dlatego właśnie zatrudniła jako trenera Janka Urbana, a jako dyrektora sportowego - Mirosława Trzeciaka, specjalistów w tej dziedzinie. Stąd też tak odważne wstawianie do składu Rybusa czy Borysiuka. Nie wiem więc, czy to zaprowadzi Legię daleko do Europy, bo wychowanie talentów to także kwestia szczęścia. Ale sytuacja może ulec zmianie, kiedy zostanie zbudowany nowy stadion i klub wejdzie na giełdę. Wtedy jak sądzę będą transfery ponad milion euro.

Czy ITI wiąże jakieś nadzieje z CWKS-em, czy wpłaciło wadium tylko po to, aby dostać tereny sportowe i HERB? Czy nadal będzie Pan Prezesem CWKSU?
Tereny CWKS-u, decyzją jeszcze Ministra Obrony Narodowej, Klicha, który nie chciał się z nami nigdy spotkać, zostały przekazane do Garnizonu Warszawskiego. Garnizon wyraża na szczęście chęć współpracy, ITI w żadnym wypadku nie będzie ich właścicielem, nie bójcie się.

CWKS Legia jednakże bez tych terenów nie może oczywiście egzystować, zresztą na kupnie prawa do wieczystej dzierżawy tej ziemi polegał nasz plan ratowania klubu. Czyli zostaliśmy w tym momencie zaatakowni z dwóch stron: nie dość, że zabrano nam tereny, to jeszcze sydyk wystawił klub do sprzedania. Nie mieliśmy się jak bronić.

W ten sposób zostało zmarnowane nasze półtora roku pracy: przecież przez ten czas bylyśmy u wszystkich decydentów - poprzednich i obecnych Ministów Obrony Narodowej, Ministrów Sportu, u wicepremiera, u Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz i u wielu innych. Niestety, absolutnie nikogo los Naszego Klubu nie interesował. Taka jest smutna prawda…

A prezesem przestałem być przed 1,5 rokiem kiedy do klubu  po decyzji sądu o upadłości (podał nas do sądu koszykarz Dryja za długi klubu w stosunku do niego) wszedł syndyk, który zawiesił działalnośc zarządu. Na naszą prośbe zgodził sie, aby dyrektor klubu J.Dorosiewicz i ja pomagali w funkcjonowaniu sportowemu CWKS-u, dlatego klub do dzisiaj pod względem sportowym funkcjonuje.
Ale wszystkie decyzje prawno-finansowe należały do syndyka i do sędziego komisarza, którzy zdecydowali się wystawić klub do sprzedaży po jego wycenie przez biegłego sądowego.

Co zrobił Pan dla ratowania upadającego CWKS-u? Czy to prawda, że istotnie miał Pan możliwość wykupienia Legii wraz z małą pomocą portugalskiej firmy?

Plan ratowania był prosty i jedyny. Agencja Mienia Wojskowego zgodnie z obietnicami po sprzedaniu Stadionu CWKS-u do miasta za 1/4 wartości, obiecała sprzedać w trybie bezprzetargowym tereny przy Powązkowskiej klubowi.

Naszym obowiązkiem było znalezienia partnera do tego dealu. Znalezliśmy go i to pomimo ogromnej wręcz dywresji (!) wśród członków zarządu - czyli byłych wojskowych. Do końca 2005 roku mieliśmy przyrzeczenie do podpisania umowy notarialnej z AMW, do której to do dziś nie przystapili. Bez tej umowy CWKS Legia, pozostawiony sam sobie przez wojsko, nie mógł egystować.

Ponadto grupa członków zarządu wysyłała anonimy (!!!) do Pani Pitery, Ministra Obrony Narodowej oraz AMW. Pani Pitera na podstawie tych anonimów zgłosiła sprawę do prokuratury, w której w ubiegłym roku przez 6 miesięcy toczyło się dochodzenie, o którym w ogóle nie wiedzieliśmy!

Dowiedzieliśmy się o tym dopiero z pisma z prokuratury, które na początku tego roku otrzymaliśmy. Była w nim informacja o umorzeniu postępowania. Postępowania, o którym nie mieliśmy pojęcia. Mogę więc powiedzieć z wielkim prawdopodobieństwem że to Ci właśnie ludzie z Zarządu klubu, przyczynili się do upadku klubu.

Wymieniona portugalska firma była częścią konsorcjum, które stworzyliśmy w celu zbudowania nowego stadionu na Legii. Gdyby wygrała przetarg, miała zamiar stworzyć z nami spółkę w celu zagospodarownia terenów przy Powązkowskiej. Ale przetarg ten został przez miasto odwołany i ta firma się wycofała. Na placu boju zostało więc tylko ITI….

Podczas meczu CWKSu z Milanem Milanówek, powiedział Pan kilka słów na temat stadionu przy Obrońców Tobruku. Cytuję “teraz będziemy mieli gdzie trenować i będą gdzie rozwijać się młodzi chłopcy”. Pytanie, jak Pan ustosunkuje się do tych słów? Czy Prezes klubu CWKS Legia, wie jaka jest sytuacja z tym boiskiem? Czy Prezes CWKSu, wie, ile kosztuje wynajęcia tego boiska? Czy Prezes CWKSu ma świadomość tego, zę słowa które wypowiedział mijają się z prawdą?

Oczywiście, że wiem: osiedle na Tobruckiej, boiska, hala WOSIR, należą teraz do gminy Bemowo, a przedtem były nasze. Kto te tereny “wyprowadził” spod jurysdykcji CWKS Legia? Dlaczego my nimi nie zarządzaliśmy? Przecież to dawałoby pieniądze na funkcjonowanie klubu?

Z moich prywatnych pieniędzy (i dzięki innym przychylnym nam ludziom) często opłacaliśmy treningi na tych obiektach. Więc wiem, ile trzeba zapłacić za wynajęcie boiska i hali, ile trzeba zapłacić za autokar, sędziów, zgłoszenie drużyn do rozgrywek… Wiem to wszystko.

Natomiast powiedziałem w ten sposób, żeby obecni tam decydenci poczuli się zobligowani do pomocy dla naszej sekcji, bo to jest (czy: była) nasza ziemia i mamy w dalszym ciągu moralne i etyczne prawo do niej.

Dziękuję serdecznie za pytania i pozdrawiam wszystkich Legionistów - Jacek Gmoch.

Historia o butach piłkarskich

Patrzę często na współczesnych piłkarzy: im jest łatwo uprawiać sport, bo nie muszą przejmować się detalami. Kiedyś był problem ze wszystkim. Największy - z butami.

Pierwsze moje buty piłkarskie były koloru cegły, robione na zamówienie u zaprzyjaznionego szewca - Pana Felka w Pruszkowie, który miał zakład szewski koło kościoła Św.Kazimierza. Jedna para wykonanych przez niego butów służyła trzem zawodnikom pierwszej drużyny, drugiej drużyny i drużyny juniorów.

W tych butach rozgrywano tylko mecze , nie trenowało się w nich. Konserwacją butów zajmował sie oczywiście zawodnik z juniorów, który je mył, suszył, a następnie zabezpieczał pastą. Buty te były solidne i kosztowały fortunę, ale Klub często i gęsto Panu Felkowi nie płacił. Był on za to Gościem Honorowym każdego meczu i miał specjalne miejsce na trybunie. Dziś rzecz nie do wyobrażenia…

Buty te posiadały korki przybite na stałe, które często urywały się, szczególnie upalnym latem i mrożną wiosną, kiedy nawierzchnie boisk były bardzo twarde. Z drugiej strony niszczyły się również dlatego, że na boiskach nie było trawy, a na przykład tak jak u nas w Pruszkowie, żużel z pobliskiej elektrowni.

Ważnym elementem buta były podeszwy wzmocnione paskiem z twardej skóry, do którego były przybite długimi gwożdziami korki. Przy tych twardych nawierzchniach gwożdzie często przebijały pasek oraz podeszwę i wchodziły w stopę.

Oczywiście podczas meczu było więc zawsze na miejscu pogotowie techniczne Pana Felka, który to w przerwie, na imadle, naprawiał uwierający but.

Drugim elementem charakterystycznym buta był jego czubm wzmocniony blachą aluminiową, żeby można było używać uderzenia z tzw. czuba i nie połamać sobie przy okazji palców u nóg (kiedyś napiszę o piłkach, a raczej o tym, co działo się z nimi, kiedy spadał deszcz i nawierzchnia była mokra.

Taka aluminowa wkładka zabezpieczała również palce u nóg (bardzo wrażliwe na ból) przed brutalnym zagraniem przeciwnika, który w sytuacjach podbramkowych z premedytacją stawał całym ciężarem ciała na stopie i palcach.

Mój pierwszy mecz w drużynie juniorów Znicza Pruszków rozegrałem na wyjezdzie z drużyną Wicher Kobyłka (chyba jest stacja o tej nazwie na trasie do Wołomina?), który wygraliśmy 3-2 i właśnie na tę okazję dostałem te moje ceglaste pierwsze buty piłkarskie, z którymi nie rozstawałem się nawet we śnie, ponieważ były zawsze były schowane pod moją poduszke.

Swoją drogą, często ze względu na to, że korki w butach nie były wmienne, Panowie trenerzy drużyn, z którymi graliśmy na wyjezdzie na noc przed meczem zlewali boisko wodą (niezależnie od pogody). Boisko zamieniało się wtedy w grzęzawisko, a my mieliśmy tylko jedną pare butów z korkami co najwyżej średnimi. Na takiej nawierzchni czuliśmy się więc jak krowa na lodzie.

Pamiętam zresztą właśnie taki mecz Legii na wyjezdzie z Wisłą Kraków, który przegraliśmy z kretesem, a podobną niespodziankę „zgotował” nam ówczesny trener Wisły - Giergiel.

Z podobnymi praktykami „taktycznymi” jako trener spotkałem się zresztą w Grecji, ponieważ tam boiska były bardzo twarde i zawodnicy używali tylko butów z plastikowymi korkami, co zupełnie uniemożliwiało granie na błotniskiej nawierzchni.

Inny jest ten świat dzisiaj, prawda..?

Odpowiedzi na pytania kibiców - część pierwsza

Witam. Przepraszam, że nie mogłem odpowiedzieć wczoraj, ale nie pozwolił mi na to zjazd PZPN-u i zamieszanie z nim związane. Ale oto pierwsza część (drugą napiszę w sobotę lub niedzielę), wybrałem najpierw te najbardziej ogólne:

Czy w związku z przejęciem CWKSu przez grupe ITI , KP Legia Warszawa zamierza powrócić do starego herbu?

Ja myślę że będą używali dwa herby w zależności od tego co będzie lepiej się sprzedawało.

Jak pan ocenia szanse Legii na Mistrza Polski?

Legia musi grać równie dobrze na wyjazdach i tam wygrywać. I wtedy szanse na zwycięstwo będą bardzo duże. A ponadto nie może zima sprzedać żadnego zawodnik w przerwie zimowej, a raczej kogoś kupić, najlepiej do ataku, bo Chiniyama jest trochę zbyt samolubny.

Czy widzi pan dla siebie miejsce we władzach CWKSu pod żądami ITI?

Do końca roku nic w schemacie organizcyjnym KP Legia SSA nic sie nie zmieni. Sądzę, że ITI nie będzie likwidować sekcji CWKS Legii i będzie potrzebowała naszej pomocy w tym względzie.

Czy piłkarska Legia powinna wrócić do starego herbu?

Ja uważam, że tak, ponieważ wartość handlowa i historyczna jest nieporównywalna z nowym “znakiem”. W histori Legi używano różnych znaków pochodnych, ale to eLka jest święta.

Jak pan ocenia działania holdingu ITI od momentu przejęcia Legii?

Uważam, że na początku popełniono wiele błędów, szczególnie na odcinku współpracy z kibicami. Pamiętam że, dałem temu wyraz już w wywiadzie dla Życia Warszawy w 2005 roku po podniesieniu ceny biletów na mecze bez konsultacji z kibicami. To był ewidentny błąd pierwszego Prezesa KP Legii. Ten “zły” początek ciągnie sie do dzisiaj.

Jak pan widzi przyszłość CWKS po przejęciu przez spółkę ITI? Jakie są pana nadzieje i oczekiwania?

W tej chwili wszystko jest w rękach właścicieli teraz już całego klubu. Mam nadzieje, że nie zaczną od likwidacji sekcji i stowarzyszeń CWKS LEGIA. Chętnie tu im pomożemy, bo nasza wiedza w tej materii może być pomocna dla ITI i oczywiście dla klubu który nie może przestać istnieć!!!

Jak według pana powinny zachować się obie strony w konflikcie na linii ITI-kibice? Czy jesteśmy w sytuacji bez wyjścia?

W obecnej sytuacji trudno znależć porozumienie, ponieważ obie strony nie chcą ze sobą rozmawiać a bez dialogu nie będzie rozwiązania!

Dlaczego Pan jako prezes nie dogadał się z ITI w sprawie odsprzedania herbu, skoro można było zarobić kilka złotówek dla CWKSu, wiedząc że grozi mu bankructwo?

Dlatego, że przed wejściem syndyka, pomimo naszych prpozycji, ITI nie chciało rozmawiać o znaku. Zaraz po zakupie KP Legii zarejstrowali bowiem swój znak i nie byli zainteresowani naszym herbem.

Myślę, że decyzja o kupnie CWKS-u zapadła także, ponieważ ITI chciało mieć 100% akcji spółki piłkarskiej Legia (stowarzyszenie miało 2.4%). Posiadanie 100% będzie chyba konieczne jeżeli kpssa Legia będzie chciało wejść na giełdę, kiedy zostanie zbudowany stadion.

Jak już napisałem, jutro-pojutrze zajmę się resztą pytań.

Dziękuję za pytania - jutro odpowiedzi, ale wciąż można nadsyłać

Witam i bardzo dziękuję za zadane pytania. Przypominam więc, że jeśli Państwo chcą, możecie zadawać pytania, na które odpowiem. Tym razem o Legii, CWKS-ie i ITI. W następnej turze, być może w przyszłym tygodniu, o piłce europejskiej. A później - o reprezentacji.

Tymczasem pytania można ciągle wpisywać w komentarzach, choćby i tutaj. Większość którą już widziałem, była bardzo interesująca. Czekam na jeszcze!

Co Piotr Brożek ma wspólnego z Władysławem Stachurskim?

Wrócę jeszcze do jednego aspektu wczorajszego meczu. Kolejny raz świetnie zagrał Piotr Brożek, który ciągle jest w cieniu swojego brata, ale fachowcy widzą ogromne postępy, jakie zrobił. Przesunięcie go z pomocy czy ataku na lewą obronę było rewelacyjnym posunięciem trenera. Gdyby tego nie uczynił, Piotr zmarnowałby się, bo na innych pozycjach jest za duża konkurencja, a tam gdzie gra obecnie zawsze mieliśmy deficyt. Nie zdziwię się, jeśli wkrótce trafi do kadry.

Poza tym, bardzo dobrze, że dwaj bracia mogą grać razem na boisku: są bliźniakami, wnoszą element współpracy jaki ciężko wypracować innym zawodnkom, bo przecież znają się od dziecka.

Chciałbym więc opowiedzieć, dlaczego się dzieje tak, że czasem podobne przesunięcie taktyczne wychodzi zawodnikowi na plus. Mieliśmy kiedyś w Legii taki sam problem z Władysławem Stachurskim, gdy ten przyszedł do klubu z Sarmaty Warszawa. Nominalnie był on prawym skrzydłowym, napastnikiem. Nie bardzo sobie jednak radził na tej pozycji, ponieważ nie lubił grać tyłem do bramki i przeciwnika. Bał się trochę fizycznych starć z obrońcami.

Namówiliśmy więc z innymi piłkarzami trenera Vejvodę, aby spróbował dać mu szansę na prawej obronie, ponieważ wtedy miałby w każdej konfrontacji ofensywnej przeciwnika twarzą do siebie. I to zadziałało, bo Władek miał świetne dośrodkowanie, strzał z daleka i zagrywał kapitalne długie piłki.

Nie musiał się poza tym odwracać po przyjęciu, a jest to pewien problem dla tych graczy, którzy nie są odporni na ból, nie są fighterami. Dlaczego dla nich akurat? To proste: bo gdy napastnik przyjmuje piłkę plecami do bramki, najczęściej doskakuje do niego rywal i kopie go w kostki albo od razu wycina. Po kilku takich “wydarzeniach” napastnik ma już dość gry i nie jest tak agresywny, jak być powinien.

Mając za to w ofensywie rywali twarzą do siebie, to Władek (i teraz choćby Piotr Brożek) dyktował warunki, to on miał inicjatywę i zaskakiwał obrońcę. No i gra się wtedy najczęściej przeciwko pomocnikowi, nigdy tak dobremu w rozbijaniu akcji jak ostatni stoper. Przypomina mi się w tym momencie także Rafał Siadaczka - on też z napadu przeniósł się na bok obrony. I też z pożytkiem dla niego.

Po meczu Legia Warszawa - Wisła Kraków, moja analiza

 

Witam czytelników mojego bloga. Mam nadzieję komentować tu najważniejsze wydarzenia polskiej i zagranicznej piłki nożnej.

Wróciłem z meczu Legia - Wisła i muszę powiedzieć, że Legia wygrała zasłużenie, choć to Wisła mogła strzelić o kilka bramek więcej.

Zaskoczeniem było przede wszystkim ustawienie z wysuniętym Chiniyamą oraz cofniętym za nim lekko Grzelakiem, choć na początku głównie dla Legii: Iwański nie mógł się moim zdaniem dobrze odnaleźć i w pierwszym okresie dublował pozycje z Rogerem. Wchodzili sobie w drogę, nie było to bardzo efektywne.

Dlatego właśnie to Wisła była wtedy groźniejsza w atakach, na szczęście potem i w drugiej połowie się to zmieniło, choć Iwańskiemu i tak nie było łatwo: Jirsak pilnował jego, a on Jirsaka.

Bramka dla Wisły była konsekwencją błędów obrony Legii, która nie przekonała mnie wtedy. Astiz jest przecież uważany za bardzo dobrego, ale przysnął i poślizgnął się, a powinien był łapać Brożka na spalonym. Zresztą, nikt Inakiego tu nie asekurował, więc część winy ponosi cała obrona: współudział ma tu choćby Wawrzyniak. Z drugiej strony Brożek jest zbyt szybki dla całej ligi, a w meczu tym strzelił jeszcze w słupek… Na koniec: Astiz powinien być bardziej agresywny.

Wracając do taktyki: w pierwszej połowie były chyba zbyt duże dystanse pomiędzy napastnikami (szczególnie Chiniyamą), a pomocą, zresztą Takesure grał zbyt egoistycznie. Kilka razy nie oddał piłki wchodzącym z pomocy partnerom albo strzelał mimo, że było za ciasno i nie miał dobrej pozycji. Na szczęście w drugiej połowie zaczął współpracować z zespołem, który scementowała bramka strzelona tuz przed przerwą. Gdyby nie ona, byłoby ciężko.

Najpiękniejszy moment meczu to drugie 20 minut pierwszej połowy. Roger zaczął wtedy grać efektywniej i dyrygować zespołem mimo, że przez całe spotkanie był, chciałbym to podkreślić, świetnie pilnowany przez Cantoro i Sobolewskiego.

Urban musi tylko zwrócić mu (Rogerowi) uwagę, żeby o wiele wcześniej wychodził na pressing, bo Wisła stwarzała zbyt wiele sytuacji po kontrach. Pochwała należy się za to Wawrzyniakowi, który miał kupę roboty z Łobodzińskim, choć jemu po prostu trzeba zamknąć drogę na prawa nogę i jest wyłączony z meczu, bo lewej praktycznie nie używa, a ma wyłącznie jeden zwód. Na prawą nogę, właśnie.  

Kiedy na boisko wszedł Kiełbowicz, było jeszcze lepiej, bo Wawrzyniak mógł pójść do przodu, a lepiej czuje się w ofensywie, niż w defensywie. Wtedy też druzyna zaczęła być waleczniejsza: widać było wślizgi i walkę. Byłoby to jednak na nic, gdyby nie Mucha, bohater Legii. Sprawił, że polskie derby potoczyły się tak, jak tego wszyscy chcieliśmy. 

Napisze też trochę o innych piłkarzach. Ciągle oczekuję więcej od Iwańskiego, chyba się jeszcze do końca nie odnalazł, za mało bierze na siebie ciężar rozgrywania, powinien być bardziej widoczny, liderować, grać odważnie, przecież przyszedł tu jako znaczący zawodnik, nie może się chować. Rozumiem za to, dlaczego nie strzela wiele z dystansu: ma dużo zadań defensywnych, więc jest daleko od sytuacji bramkowych.

Egoizm Chiniyamy trzeba wyeliminować, bo w meczach z silnymi drużynami będzie ciężko, a Grzelak, choć się popisał, nie będzie tak grał zawsze.

Przy pierwszej bramce Pawełek zrobił mały błąd, chciał skrócić kąt, ale wyszedł za daleko. Mógłby być krok czy dwa kroki bliżej linii, wtedy by nie dostał gola w krótki róg, który odsłonił. Gdyby był w linii słupka… Takich goli nie można puszczać.   

Pisałem już o Wawrzyniaku, musi on jednak popracować nad szybkością, bo teraz ma kłopot z precyzją dośrodkowań. Nie wyprzedza rywali, więc nie wyrabia sobie pozycji na dobre wrzutki, ma za mało miejsca na dokładne podanie.

Z Wiślaków najbardziej podobali mi się bracia Brożkowie, o Pawle piszą wszyscy bo gra w ataku, natomiast Piotr poczynił olbrzymie postępy, co omówię w jednym z następnych wpisów. Paweł, w każdym razie, świetnie rozbija linię obrony rywali, szczególnie te, które grają z dwoma stoperami, a przecież tak gra większość drużyn na świecie. Było tez to widać w meczu z Czechami. On poradzi sobie na zachodzie, bo na pewno wkrótce odejdzie.

Cała krakowska drużyna grała natomiast dobrze pressingiem, ogromna ilość strat Legii na własnej połowie wynikała właśnie z tego. Lepsza niż Wisła druzyna na pewno by to wykorzystała.

Nie byl to najlepszy mecz dla sędziów, główny arbiter miał wiele błędów, często za późno gwizdał, puszczał grę kiedy był ewidentny faul, nie pomagali mu też asystenci, którzy także popełniali błędy. Sędzia także nie dawał żółtej kartki nawet, kiedy uznał, że ktoś udaje i mylił się się z przywilejem korzyści.

Z meczu na mecz gra Legii wygląda coraz lepiej, choć trener Urban musi zwróćić uwage na powroty po stracie w strefie ataku, musi to być szybsze, bo inaczej tworzy się dziura, a obrona zostawaje bez asekuracji. Nie są to chyba problemy kondycyjne, raczej taktyczne u zawodników.

To tyle tak w skrócie. To mój pierwszy wpis na blogu, więc zapraszam do komentowania!


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« listopada    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930