Witam czytelników mojego bloga. Mam nadzieję komentować tu najważniejsze wydarzenia polskiej i zagranicznej piłki nożnej.
Wróciłem z meczu Legia - Wisła i muszę powiedzieć, że Legia wygrała zasłużenie, choć to Wisła mogła strzelić o kilka bramek więcej.
Zaskoczeniem było przede wszystkim ustawienie z wysuniętym Chiniyamą oraz cofniętym za nim lekko Grzelakiem, choć na początku głównie dla Legii: Iwański nie mógł się moim zdaniem dobrze odnaleźć i w pierwszym okresie dublował pozycje z Rogerem. Wchodzili sobie w drogę, nie było to bardzo efektywne.
Dlatego właśnie to Wisła była wtedy groźniejsza w atakach, na szczęście potem i w drugiej połowie się to zmieniło, choć Iwańskiemu i tak nie było łatwo: Jirsak pilnował jego, a on Jirsaka.
Bramka dla Wisły była konsekwencją błędów obrony Legii, która nie przekonała mnie wtedy. Astiz jest przecież uważany za bardzo dobrego, ale przysnął i poślizgnął się, a powinien był łapać Brożka na spalonym. Zresztą, nikt Inakiego tu nie asekurował, więc część winy ponosi cała obrona: współudział ma tu choćby Wawrzyniak. Z drugiej strony Brożek jest zbyt szybki dla całej ligi, a w meczu tym strzelił jeszcze w słupek… Na koniec: Astiz powinien być bardziej agresywny.
Wracając do taktyki: w pierwszej połowie były chyba zbyt duże dystanse pomiędzy napastnikami (szczególnie Chiniyamą), a pomocą, zresztą Takesure grał zbyt egoistycznie. Kilka razy nie oddał piłki wchodzącym z pomocy partnerom albo strzelał mimo, że było za ciasno i nie miał dobrej pozycji. Na szczęście w drugiej połowie zaczął współpracować z zespołem, który scementowała bramka strzelona tuz przed przerwą. Gdyby nie ona, byłoby ciężko.
Najpiękniejszy moment meczu to drugie 20 minut pierwszej połowy. Roger zaczął wtedy grać efektywniej i dyrygować zespołem mimo, że przez całe spotkanie był, chciałbym to podkreślić, świetnie pilnowany przez Cantoro i Sobolewskiego.
Urban musi tylko zwrócić mu (Rogerowi) uwagę, żeby o wiele wcześniej wychodził na pressing, bo Wisła stwarzała zbyt wiele sytuacji po kontrach. Pochwała należy się za to Wawrzyniakowi, który miał kupę roboty z Łobodzińskim, choć jemu po prostu trzeba zamknąć drogę na prawa nogę i jest wyłączony z meczu, bo lewej praktycznie nie używa, a ma wyłącznie jeden zwód. Na prawą nogę, właśnie.
Kiedy na boisko wszedł Kiełbowicz, było jeszcze lepiej, bo Wawrzyniak mógł pójść do przodu, a lepiej czuje się w ofensywie, niż w defensywie. Wtedy też druzyna zaczęła być waleczniejsza: widać było wślizgi i walkę. Byłoby to jednak na nic, gdyby nie Mucha, bohater Legii. Sprawił, że polskie derby potoczyły się tak, jak tego wszyscy chcieliśmy.
Napisze też trochę o innych piłkarzach. Ciągle oczekuję więcej od Iwańskiego, chyba się jeszcze do końca nie odnalazł, za mało bierze na siebie ciężar rozgrywania, powinien być bardziej widoczny, liderować, grać odważnie, przecież przyszedł tu jako znaczący zawodnik, nie może się chować. Rozumiem za to, dlaczego nie strzela wiele z dystansu: ma dużo zadań defensywnych, więc jest daleko od sytuacji bramkowych.
Egoizm Chiniyamy trzeba wyeliminować, bo w meczach z silnymi drużynami będzie ciężko, a Grzelak, choć się popisał, nie będzie tak grał zawsze.
Przy pierwszej bramce Pawełek zrobił mały błąd, chciał skrócić kąt, ale wyszedł za daleko. Mógłby być krok czy dwa kroki bliżej linii, wtedy by nie dostał gola w krótki róg, który odsłonił. Gdyby był w linii słupka… Takich goli nie można puszczać.
Pisałem już o Wawrzyniaku, musi on jednak popracować nad szybkością, bo teraz ma kłopot z precyzją dośrodkowań. Nie wyprzedza rywali, więc nie wyrabia sobie pozycji na dobre wrzutki, ma za mało miejsca na dokładne podanie.
Z Wiślaków najbardziej podobali mi się bracia Brożkowie, o Pawle piszą wszyscy bo gra w ataku, natomiast Piotr poczynił olbrzymie postępy, co omówię w jednym z następnych wpisów. Paweł, w każdym razie, świetnie rozbija linię obrony rywali, szczególnie te, które grają z dwoma stoperami, a przecież tak gra większość drużyn na świecie. Było tez to widać w meczu z Czechami. On poradzi sobie na zachodzie, bo na pewno wkrótce odejdzie.
Cała krakowska drużyna grała natomiast dobrze pressingiem, ogromna ilość strat Legii na własnej połowie wynikała właśnie z tego. Lepsza niż Wisła druzyna na pewno by to wykorzystała.
Nie byl to najlepszy mecz dla sędziów, główny arbiter miał wiele błędów, często za późno gwizdał, puszczał grę kiedy był ewidentny faul, nie pomagali mu też asystenci, którzy także popełniali błędy. Sędzia także nie dawał żółtej kartki nawet, kiedy uznał, że ktoś udaje i mylił się się z przywilejem korzyści.
Z meczu na mecz gra Legii wygląda coraz lepiej, choć trener Urban musi zwróćić uwage na powroty po stracie w strefie ataku, musi to być szybsze, bo inaczej tworzy się dziura, a obrona zostawaje bez asekuracji. Nie są to chyba problemy kondycyjne, raczej taktyczne u zawodników.
To tyle tak w skrócie. To mój pierwszy wpis na blogu, więc zapraszam do komentowania!