Pomysł Antoniego Piechniczka nie trzyma się kupy

Antoni Piechniczek zaproponował, żeby Leo Beenhakker przygotował plany szkoleniowe dla klubów. Według niego, w ligowych zespołach powinno się trenować schematy z kadry. Ten pomysł nie ma najmniejszego sensu.

Według mnie Leo, jako trener bardzo dobry i doświadczony, powinien oczywiście zostawić po sobie jakiś dokument podsumowujący pracę z reprezentacją (poniżej napiszę, jaki), ale rozpisywanie mikrocyklów..? Nie podoba mi się to. Dla reprezentacji treningi są zupełnie inne, a w dodatku nasi kadrowicze grają głównie za granicą! A poza tym: co, jeśli reprezentanci grają w klubach na innych pozycjach?

Druga sprawa: czy ktoś to w ogóle konsultował z trenerami klubowymi? Przecież im to rozbija ich plany! Załóżmy, że trener X jest zmuszony do włączenia reprezentacyjnych treningów do planów swojej drużyny Y. Przegrywa mecz jeden, drugi, trzeci, po czym w odpowiedzi na krytykę broni się: “ja chciałem dobrze, ale zmusili mnie do jakichś treningów, przez co nie mogłem realizować swoich założeń”! Albo: “wiem, że druzyna jest przemęczona, ale to przez te dodatkowe ćwiczenia Beenhakkera”! I jak tu ich rozliczać? Każdy człowiek pracuje na swoje wyniki i jeśli jest ryzyko że może stracić pracę, to przecież trzeba mu dać samodzielność.

Zresztą, Sepp Piontek, gdy był trenerem Danii, a większość jego zawodników grała za granicą, jeździł do nich i z każdym rozmawiał, doglądał. Ale trenerzy takich rzeczy nigdy nie lubią, traktują to jako mieszanie się do swojej pracy. Piechniczek powinien o tym pamiętać, przecież też był trenerem.

A jeśli nawet byłaby potrzeba, żeby ćwiczyć pewne cechy - na przykład Roger albo Garguła powinni ćwiczyć rzuty wolne i rożne - to i tak powinni to robić we własnym zakresie, pod kuratelą trenera klubowego! To jest wyłącznie ich interes.

Wracając do tych mikrocykli… Nie rozumiem, na czym polega prośba Antoniego, jakie to by miały być mikrocykle i PO CO? Powtórzę: żaden trener nie będzie tego tolerował i brał ryzyk? Cały pomysł trąca myszką i jest bez sensu.

Leo natomiast mógłby pomóc, wykorzystując swoje kontakty, w wypracowaniu jakiegoś wzoru, dokumentu treningowego do szkolenia młodzieży (choć to powinni zrobić Lato i Engel). Do tego możnaby dodać comiesięczne spotkania i omówienia jednego tematu przygotowanego przez jednego trenera. Tak było, kiedy pracowałem w Norwegii. Potem każdy dostawał zapis spotkania, już po analizie, i mógł z tego wyciągać wnioski. Ale u nas ktoś, kto podpisywał z Beenhakkerem umowę, nie wymógł tego.

8 grudnia coroczna narada trenerów. Być może Antek Piechniczek sprecyzuje, o co mu chodziło.

* Skomentuj ten wpis

Lechia Gdańsk - Legia Warszawa: polska piłka może być piękna!

Świetny mecz, z obu stron! Lechia zaczęła co prawda anemicznie, więc Legia nie miała wyboru i całkowicie zdominowała pierwsza połowę, bo to powoli zaczyna mieć już we krwi. Gol był kwestią czasu, wisiał w powietrzu od pierwszej minuty i jest zasługą Iwańskiego. Być może piłkę dotknął przed samobójem Roger, ale asystę zapisałbym Iwańskiemu właśnie.

Bardzo ładne kolejne bramki Chinyamy. Trener Urban mówił niedawno, że dziwi ich, że Takesure strzela tyle głowa, bo nie jest to jego atut, ale ten napastnik potwierdza, że jest i niebezpieczny, i nieprzewidywalny.

Niepotrzebnie tylko Legia pozwoliła przeciwnikowi po ostatniej swojej bramce na swobodę. Przestała zupełnie stosować ten pressing z pierwszej połowy, chwilami była dość bierna. Zresztą, widzę tutaj podobieństwo do meczów naszej kadry, która ma problemy dokładnie z tym samym! Reprezentacja też nie umie grać spokojnie końcówek prowadzą. Nasi zawodnicy nie mają w sobie po prostu tyle agresji. Nie przyjmują też fizycznej walki. To pięta achillesowa, która bardzo często wychodzi.

Wracając jeszcze do Chinyamy. On jest takim zagrożeniem na boisku, że czy sie słabiej czuje, czy gorzej, czy trenuje, czy pauzuje, to prawie nie ma znaczenia. Nawet kulawy budzi postrach! Widać, że obrońcy nigdy nie czują się swobodnie, trzymanie go na boisku zawsze ma skutek, często takich graczy zostawia się nawet z jedną nogą :) O Arruabarrenie nie można tego powiedzieć, zmiana na niego przyniosła tylko chaos, choć widać, że ten chłopak się stara.

Pisałem kilka razy o tym, że Iwański nie może grać razem z Rogerem, ale o dziwo dzisiaj pomoc funkcjonowała bardzo dobrze, choć momentami poza Vukoviciem przydałby się drugi defensywny pomocnik. Iwański był tak ustawiany, jednak w obronnej grze sporo traci.

Z Lechii wyróżniłbym chłopaka, który strzelił bramkę, Buzałę. Widać było, że pamięta ten strzał z Warszawy i chciał się pokazać. Jest niezły w dryblingu, umie się odwrócić z piłka. Niezły jest też Kowalczyk, tylko po nim widać, że raczej z kim w tej Lechii grać, a szkoda. Materiałem na piłkarza klasowego jest też ich lewy obrońca, ale Jacek Zieliński powinien go uspokoić, dać reprymendę, żeby nie faulował tak głupio. No i Bąk na bramce to rzeczywiście dobry bramkarz. Szkoda, że nie trafił do ligi wcześniej.

* Skomentuj ten wpis

Pół świata nie cierpi Mourinho. A ja..? Analiza Inter - Juve

Oglądałem w weekend mecz Inter - Juve, co skłoniło mnie do krótkiej refleksji dotyczącej Jose Mourinho. Wielu „znawców”piłki nie lubi go. Nie wiem, dlaczego, chyba z zazdrości, że znowu odnosi sukcesy - tym razem w Italii. Wypomina mu się głównie jego prowokacyjne zachowanie w stosunku do - i tu niespodzianka - trenerów, a nie zawodników.

Mourinho wie, co robi. Obrażając i denerwując szkoleniowców, zdejmuje całkowicie presję ze swoich piłkarzy, a jednocześnie wzmaga u trenerów autentyczną agresję, która potem polega na tym, że w trakcie meczów próbują być mądrzejsi, niż są. Jose wchodzi im po prostu na ambicję, więc oni nie mogą grac swojego: koniecznie chcą coś zmienić. Dobra zagrywka, ale stać na nią wyłacznie najlepszych na świecie.

Jak na razie Mourinho ma do tego święte prawo, bo Inter jest na pierwszym miejscu z przewagą do odwiecznych rywli: Milanu i Juventusu, którego w sobotę pokonał  1-0 na San Siro. Był to mecz na najwyższym poziomie strategicznym z obu stron i to pomimo - a może właśnie dlatego? - że padła w nim tylko jedna bramka, a sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo.

Ranieri wybrał taktykę gry na spalone w celu powstrzymania szybkich ataków Interu (10 razy zostali złapani w pułapke ofsajdową dwaj środkowi napastnicy: Adriano i Ibrahimovic) i  w ten sposób skrócenia pola obrony przed atakami mediolańczyków.

Ofensywa Juventusu polegała na atakach budowanych przez trzy linie z naciskiem na sektory boczne boiska, w których działali Nedved (dziękuję za komentarze sprzed kilku tygodni :) ) i Marchionni. Głównym rozgywającym w ataku pozycyjnym był Del Piero, na którego grano prawie wszystkie piłki. Marchisio i Sissoko, dwaj defensywni pomocnicy, zabezpieczali środkową strefe boiska.

Juventus starał się też grać więcej prawą stroną boiska, ewidentnie na najsłabszego lewego obrońce Interu - Maxwela. W odpowiedzi na to zagranie, strategia Jose Mourinho była niebywale prosta: po zdobyciu piłki w strefie obrony szła długa piłka z pominięciem linii pomocy na dwóch wysuniętych napastników (z preferencją Ibrahimovica), którzy po długim podaniu utrzymywali się przy piłce nawet atakowani przez trzech przeciwników.

Jeśli piłkę dostawał tak Ibrahimovic, nagrywał ją najczęściej Adriano lub wspomagającemu ten atak Stankovicowi, który był podczas tego meczu tak z lewej, jak i prawej strony boiska. I tak przez prawie cały mecz właśnie tak konsekwentnie grano.

W tym okresie boczni obrońcy nie uczestniczyli w akcjach ofensywnych, blokując jedynie przeciwnika i szykując sie do pułapek offsajdowych oraz zapobiegając powstawaniu kontrataków.

Środek boiska wypełniony był trzema defensywnymi pomocnikami, czyli Zanettim, Mutarim i jeszcze cofniętym w stosunku do nich Cambiasso, który blokował Del Piero kiedy ten wychodził do strefy środkowej do rozgrywania piłki.

Na środku obrony dwaj bardzo wysocy obrońcy Samuel i Materazzi zamknęli kompletnie dostęp do bramki w powietrzu. Statystyka strzałów na bramkę potwierdzała zresztą efektywność strategii portugalskiego trenera (Inter -20(9),Juventus-7(2)).

Oczywiście czas posiadania piłki przy tym systemie gry Interu należał w większości do Juventusu - 53%, analogicznie Inter 47%, ale nie był to czas wykorzystywany na groźne akcje. Inter z posiadania długiego rezygnował bowiem celowo, a większość tego wyniku zrobili zaczynający akcje spod własnego pola karnego obrońcy.

W drugiej połowie po zmianie Stankovica prawy obrońca Maicon zastepował go w atakach prawą stroną, asekurowany przez Zanettiego, który od lat nie jest bardzo widoczny, ale spróbujcie kiedyś - na tyle, na ile sie da - popatrzeć podczas meczu wyłącznie na niego. To jeden z najlepszych taktycznie piłkarzy na świecie. Niewiarygodnie dobrze czyta grę oraz się ustawia! Prawdziwy filar, od takich graczy zaczyna się ustalanie meczowego składu.

Ponadto po wspomnianych zmianach, atak Interu został wzmocniony po lewej stronie bardziej do przodu wysuniętym lewym pomocnikiem Mutarim, który po podaniu/strzale Ibrahimovica strzelił zwycieskiego gola.

Dwa słowa o roli Ibrahimovica: wcześniej mógł przesądzić wynik meczu, kiedy w dwóch sytuacjach sam na sam spudłował, bo zabrakło mu siły, żeby być precyzyjnym. To świadczy, że rola, którą wykonywał w tym meczu przekroczyła jego możliwości kondycyjne jako atakującego i rozgrywającego.

Ale taki właśnie jest Mourinho. Geniusza zaprzęgnął do ciężkiej pracy. Zlatan gola nie strzelił, napracował sie jak wół. Być może cieszyłby się bardziej z bramki: ale dla Portugalczyka liczy się tylko zespół.

* Skomentuj ten wpis

“Nasza Legia” kłamie

W najnowszym numerze miesięcznika “Nasza Legia” wydawanego przez KP Legia ukazał się nieautoryzowany wywiad ze mną, w którym bezpodstawnie napisane są niby moje słowa: “mam nadzieję, że właściciele CWKS-u nie zlikwidują niepiłkarskich sekcji“. Nie powiedziałem tak! Jestem oburzony, że włożono w moje usta sformułowanie, które sugeruje, że sekcja piłkarska będzie zlikwidowana! Co to za pseudodziennikarstwo?
Kategorycznie zaprzeczam więc, że w ogóle to powiedziałem, nie powinno w ogóle się to znaleźć w tym tekście! Mam nadzieję, że właściciele nowi CWKS-u nie zlikwidują sekcji piłkarskiej! Proszę więc o sprostowanie, wysyłam tę prośbę do redakcji NL.

Jeszcze raz: jestem oburzony.

Tym bardziej, że prosiłem o autoryzację tekstu, a nie zapewniono mi jej. Stara “Nasza Legia” była bardziej profesjonalna.

* Skomentuj ten wpis

Irlandia - Polska 2:3. Rodzi się nowa drużyna!

Najważniejszy fakt: chyba rodzi się nowa drużyna! Porównałbym ten mecz do historycznego już spotkania z Portugalią. Przede wszystkim byliśmy na tle przeciwnika szybsi i technicznie lepsi, dominowaliśmy w grze głową, lepiej ustawione były też stałe fragmenty gry.

Rozwiązywaliśmy nasze poczynania ofensywne również strzałami z za pola bramkowego - w przeciwieństwie do ostatnich prób, te były dobre. Strzelali nie tylko Mariusz Lewandowski, Jacek Krzynówek, czy Roger, ale i Robert Lewandowski. Muszę powiedzieć o tym ostatnim: to największy talent, jaki mieliśmy od lat w linii ataku. Nie pamiętam, kiedy widziałem kogoś tak ponadprzeciętnego w polskiej drużynie na tej pozycji.

Podobała mi się także bardzo dobra gra bez piłki, szczególnie Rafała Boguskiego, tak w środku pomocy, jak również po przerwie na prawej pomocy. Dobrze wiedzieć, że jest wszechstronny, tacy zawodnicy zawsze są przez trenerów postrzegani lepiej niż ci, którzy grają tylko na jednej pozycji.

Oddzielnym rozdziałem w tej grze był świetny występ atakującego i rozgrywającego Kuby Błaszczykowskiego, którego świetne prostopadłe podania wprowadzały popłoch w szeregach Irlandczyków. Jego umiejętność właściwego zachowania na boisku: czy podać? czy dryblować? czy ograć przeciwnika podaniem? były zachwycające! Pokazywałem to w komentarzach wczorajszych graficznie.Ten zawodnik z miejsca nadaje się do Liverpoolu. Od razu!

Wspominałem też we wstępie poprzedzającym mecz o Brożku. Wprawdzie nie strzelił on bramki, ale jego szybkie ataki środkiem siały popłoch w środkowej strefie obrony Irlandczyków. On też już w Polskiej lidze dłużej grać nie może, bo straci szansę na stanie się zawodnikiem europejskiego formatu!

Ponadto mecz ułożył sie dla nas fenomenalnie od dwóch knockdownów w pierwsztch minutach pierwszej i drugiej połowy, bardzo dobrze, że padła też trzecia bramka Roberta Lewandowskiego, bo ostudziła zespół Irlandii. Inaczej w takich momentach jest bardzo ciężko.

Musimy jednak skrytykować znowu nasz zespół za brak koncentracji i nieumiejetność gry na utrzymanie wyniku! Proszę zwrócić uwagę: ten mecz był w tym względzie podobny do tego, co miało  miejsce w meczu ze Słowacją! Niestety, ale to nie jest czarna magia. Tego się można nauczyć!

Na koniec chciałbym podkreślić dobrą, jak się wydaje, współpracę jaką widać Leo z jego polskim asytentem, Rafałem Ulatowskim. Naprawdę, on tej współpracy potrzebuje i widać już rezultaty.

* Skomentuj ten wpis

Polacy w ostatniej kolejce ligi greckiej

Witam. Na prośbę jednego z komentujących, przekażę moją recenzję z meczu, który ostatnio oglądałem:   Olympiakos Pireus - PAOK Saloniki. Było 2-0, a bramki dla zwycięzców strzelili: pomocnik Patzadzoglu i Brazylijczyk Diogo. W druzynie PAOK-u bardzo dobre spotkanie rozegrał na lewej obronie zapomniany trochę u nas Mirosław Sznaucer, którego polecam przy tej okazji trenerowi naszej kadry, Leo Beenhakkerowi. Mógłby mu dać szansę, bo przecież na tej pozycji mamy tylko Wawrzyniaka, który nie jest piłkarzem wielkiego formatu. A Sznaucner radzi sobie w bardzo mocnej lidze. Jeśli macie okazję, obejrzyjcie jego mecz: jest szybki, nieustępliwy, potrafi się włączyć i dośrodkować. Czego chcieć więcej?

Widziałem w sobote jeszcze jednego Polaka, Piotra Włodarczyka który gra na szpicy w Arisie Saloniki. Przypomina jednak siebie z Polski: miał kilka sytuacji do zdobycia bramki, ale nic nie strzelił. Miał więc średni występ, a do tego jego drużyna tylko zremisowała z Astera Tripolis 1-1 u siebie.

Drużyna Iraklisu w której bramki broni rezerwowy Kadry Leo Kowalewski wygrała na wyjezdzie 2-0 z Panioniosem Ateny i wyszła ze strefy spadkowej na jedenaste miejsce w tabeli    z 11 punktami zdobytymi w 10 meczach.

W Olympiakosie nie grał za to kontuzjowany Żewłakow, a na środku obrony wystąpił Abram Papadopulos, mój były gracz i Andzas, też bardzo dobry. Grali dobrze, więc Michał może mieć problemy ze wskoczeniem do składu kiedy wyzdrowieje. Szczególnie że nie było im lekko: naprzeciw występował wysoki i silny środkowy napastnik, Bośniak Zlatan Muslimovic i atakujący Sergio Conceicao, znany internacjonał z Porto, Interu i reprezentacji Portugali.

Gwiazdą w ataku Olimpiakosu jest z kolei niewątpliwie 21-letni Brazylijczyk Diego, którym interesują się takie kluby, jak Chelsea i Milan. Jest wysoki i świetnie gra głową. Co ważne: wcale nie przypomina piłkarza z Brazylii, a raczej wychowanego na wzorcach europejskich. O jego klasie świadczy to, że trener Olympiakosu stawia na niego nawet kosztem Serba Kovacevica, którego wpuszca tylko na końcówki.

Jeśli będziecie mieli okazję obejrzeć któryś z meczów ligi greckiej, nie zmarnujcie okazji. Niedoceniana, ale z bardzo dobrymi graczami.

* Skomentuj ten wpis

Po wczorajszym programie 4-4-2 - jeszcze trochę o kryzysie finansowym

Wczorajszy program 4-4-2 w TVP SPORT był w dużej części wspomnieniowy, jak to w listopadzie. Dużo mówiliśmy o ostatnim meczu kibiców na legijnej Żylecie, ale również o kryzysie finansowym, który musi dopaść i już dopada powoli wielkie kluby europejskie.

Na pierwszym planie są oczywiście kluby z Premiership (konkretnie: te zarządzane przez Amerykanów, których recesja dopadła najciężej) oraz Królewscy. Za chwilę usłyszymy jednak i o innych klubach, ponieważ oligarchowie rosyjscy tracą wraz ze spadkami na giełdach (finansowych i surowcowych) codziennie grube miliardy dolarów.

Niektórzy uważają, że lukę po nich mogą zająć arabscy szejkowie, którzy są już w Arsenalu i Manchesterze City. Próbują zaistnieć także Azjaci, ale rdzennych Chińczyków czy Hindusów jeszce tam nie widać, choć gdyby tylko polubili futbol, odwróciliby tabelę do góry nogami. A przynajmniej zamieszali poważnie, jak ten tajski (dobrze pamiętam?) premier w Liverpoolu.

Na spowolnieniu i problemach wielkich klubów ucierpi cała Europa. Na pewno wcześniejsze sygnały o tym, że należy ograniczyć wysokość transferów najlepszych zawodników było wołaniem na puszczy, ale teraz już nim nie jest. Najsensowniej działa w tym względzie Wenger, który rozpoznaje i kupuje talenty piłkarskie jeszce w wieku embrionalnym i za psi pieniądz, ale na tym trzeba się znać tak jak on i stworzyć  organizację, która pomoże w tej wczesnej selekcji.

Dam tu przykład Grecji, w której istnieje około 50 (!!!) młodzieżowych szkółek Arsenalu, a opiekunej jednej z nich jest nasz Krzysio Warzycha.

W dobie kryzysu kluby angielskie będą również na pewno przeznaczały większe środki na własne akademie piłkarskie, bo do tej pory to się im nie opłacało: taniej kupić gotowego zawodnika z Afryki czy Ameryki Południowej, niż szkolić własnych. Być może zresztą ten nadchodzący  kryzys pomoże w tym aby drużyny narodowe odzyskały swój prymat w piłkarstwie światowym bo będą w niej grali najlepsi z najlepszych z danego kraju.

Jacek Gmoch

* Skomentuj ten wpis

Uwagi po meczu Legia - Śląsk

Po trzech porażkach wreszcie zmieniona Legia miała walczyc i walczyła, bo trener nastraszył niektórych zawodników, którzy grali dla siebie. Ewidentnie uczulił też innych, żeby walczyli, bo piłka nożna jest sportem walki i „gwiazdki”muszą wsadzać nogi do ognia. Inaczej to mogą sobie grać, ale w ping ponga.

Czy to się udało? Po części tak, bo odmieniony Chinyama aż do przesady grał zespołowo, nawet kiedy nie było potrzeba, a Rocki i Vuković byli przykładowymi walczakami, za którymi musieli iść inni. Dlatego na boisku było dużo prawdziwej walki - i to zaskoczyło przeciwnika.

W dodatku pozbawiony wreszcie w środku lini pomocy Rogera Iwański pokazał, że potrafi liderować. Strzelił pierwszą (ładną!) bramke dla Legii, ale klasę pokazał przy drugiej bramce, kiedy jak rakieta na dopalaczach wyszedł do podania i dośrodkował w tempo do Chinyamy. Ten w swoim stylu wyprzedził obrońców Śląska i prawie wślizgiem wpakował piłke do bramki. Dla mnie to była akcja meczu.

Należy również podkreślić, że wreszcie padają bramki po stałych fragmentach gry, wykonywanych bardzo dobrze przez Iwańskiego. Wynik 4-0 może świadczyć, że Legia dominowała na boisku, ale tak nie było, bo ciągle popełniała dużo błędów w grze obronnej. Nie zawsze po stracie piłki w strefie ataku przeciwnika na czas wracali do swoich stref zawodnicy i robiła się „ozonowa” dziura pomiędzy linią pomocy a obroną, czego przeciwnik nie umiał zamienić na bramki. Za wolno po prostu budował akcje ofensywne.

W drużynie Śląska na uwagę zasługuje fakt, że liderem zespołu starał się być Sebastian Mila, ale twarde wejścia przeciwnika w nogi szybko odebrały mu ochotę do gry. Następcy do liderowania po nim już nie było.

Leo Beenhakker, który był na meczu, może być zadowolony z Wawrzyniaka, który strzelił bramke i walczył w obronie jak należy. Natomiast Roger, który wszedł za Chinyame do lini pomocy, nie wniósł nic nowego. Przedstawiciele Milanu i Interu byli na meczu ale chyba interesował ich bardziej stadion i jego przebudowa, niż Chinyama czy Roger. Oczywiście byli pod wrażeniem kibićów ŻYLETY, co dawali wyraz w rozmowie z nami.

* Skomentuj ten wpis

Nocne targi w Argentynie - PZPN a umowa z Adidasem

Witam. Odniosę się w tym wpisie do pytań pojawiających się pod poprzednim wpisem - drugiej części historii o butach piłkarskich. Napisałem w niej oględnie o pewnym wydarzeniu, które miało miejsce w Argentynie na Mistrzostwach Świata w 1978 roku, teraz to trochę rozszerzę.

Jak wspomniałem, czasy tamte były, w porównaniu do dzisiejszych, były zupełnie inne, zawodnicy nie mieli kontraktów indywidualnych z producentami sprzętu, przynajmniej w Polsce.

Na wymienionym Mundialu zawodnicy dowiedzieli się, że Adidas przeznaczył dla nich 25 tysięcy dolarów tylko za to, żeby grali podczas Mistrzostw w butach Adidasa, a nie innych producentów. Drużyna nic o tym wcześniej nie wiedziała, a wiadomośc o tych pieniądzach dostał Włodzimierz Lubański od swojego kolegi kubowego z Lokeren, któregoś Holendra. Natychmiast przekazał to radzie drużyny, która od razu przyszła z tym do mnie.

Natychmiast poprosiłem Prezesa PZPN-u, pana Sznajdra, o wyjaśnienie tej sprawy. Informacja, której mi udzielił, była negatywna: według niego żadnych pieniędzy dla zawodników z Adidasa nie było i on ich nie otrzymał. W mojej obecności potwierdził to też skarbnik kierownictwa reprezentacji w Argentynie, pan Orłowski.

Przekazałem oczywiście te wyjaśnienia prezesa radzie drużyny, która poprosiła Lubańskiego, żeby w ich obecności jeszcze raz zadzwonił do kolegi z Lokeren. Ten jeszcze raz potwierdził tę informacje. W związku z tym, rada drużyny poprosiła o natychmiastowe spotkanie z prezesem, żeby wyjaśnić to nieporozumienie do końca. Padły bardzo mocne argumenty, powiedziałbym - “definitywne”.

W końcu, po długich negocjaciach, około drugiej w nocy, prezes Sznajder przyznał że pieniądze zostały odebrane przez pana Orłowskiego, ale… są to pieniądze związku a nie zawodników. I nic im do tego! Powiedział też, że żadnych pieniędzy gracze nie dostaną. I nie dostali…

Wszystko to działo się w nocy przed wielkim meczem z Argentyną w Rosario. Walczyliśmy wtedy o wejście do puli finałowej. Jak wszyscy wiemy, Deyna nie strzelił karnego.

Być może w ten sposób walka o buty przeszła do niechlubnej historii polskiej Piłki Nożnej. Kto wie co by było, gdyby prezes nie kręcił, drużyna wiedziała o wszystkim, a jej najlepsi gracze nie musieli w środku nocy wykłócać się o należne im pieniądze..?

* Skomentuj ten wpis

Historia o butach piłkarskich - część druga

Witam. Opisywałem kilka dni temu pierwszą część historii o butach piłkarskich, o tym, jak wyglądał te 50 i więcej lat temu tak prozaiczny element życia dzisiejszych zawodników. Tych, którzy go nie przeczytali, zapraszam do lektury, trochę inny świat…

A dziś kolejna część opowieści. Pamiętam też o kilku pytaniach w komentarzach do tamtej części opowieści, chciałem na nie odpowiedzieć już teraz, ale chyba będzie lepiej, jeśli zbiorę te pytania w jedno razem z tymi, które zapewne pojawią się tutaj. Zapraszam do ich zadawania, chętnie odpowiem. A teraz - druga część.

Kiedy zostałem zawodnikiem Legii Warszawa, buty dla nas były zamawiane u szewca Partizana Belgrad, “bratniego” klubu wojskowego Armii Jugosłowiańskiej, z którym kierownictwo CWKS-u nawiązało współpracę po zmianach politycznych w 1956 roku. Współpraca ta polegała na tym, że hokeiści Partizana przyjeżdżali na treningi przedsezonowe do nas, na Torwar, a my na zimowe obozy jeździliśmy do Jugosławii. Mieliśmy też dwóch trenerów z Partizana, wielkiego Stjepana Bobka i Virgila Popescu.

Oczywiście wymiana była bezdewizowa, towar za towar. I właśnie w ramach tego każdy z piłkarzy CWKS-u Legia dostawał raz na rok swoje wymarzone dwie pary butów robionych na miarę. To były naprawdę wyśmienite buty: twarda podeszwa, korki przybijane do pasków z twardego ebonitu tak, że zupełnie nie wchodziły w stopę i były stateczne, cholewka robiona z nubuku cielęcego sprawiająca, że buty układały się do stopy jak najbardziej ekskluzywne damskie rękawiczki… No i były leciutkie, jak piórko. Człowiek po prostu w nich nie biegał, a fruwał! Skóra i wyprawa były natomiast tak doskonałe, że pomimo grania na błocie i na śniegu, but zupełnie się nie deformował. To były naprawdę samograje!

Oczywiście my, piłkarze, od zawsze mieliśmy hopla na punkcie wagi buta, więc żeby były one jak najlżejsze, to przy przymiarce wybraliśmy buty o numer mniejsze niż te, które mieliśmy w Polsce, licząc że one, jak te nasze, po rozbiciu będą akurat. I oczywiście pierwsze zamówione pary były za małe.

To była tragedia.

Buty te zupełnie się nie rozciągały. Mimo, że dawaliśmy je na długi czas do rozbicia naszym juniorom, wciąż były na nas za małe. Poza tym nie miały wymiennych korków: pamiętam nasz mecz na Legii przegrany 0-4 w 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharu z TSV 1860 Monachium na wiosnę 1965… Graliśmy wieczorem, przy świetle, w temperatutrze -10 stopni, po pierwszej wioennej odwilży, która plac gry zamieniła w lodowisko. Bezradnie parzyliśmy, jak przeciwnik bez wysiłku ogrywa nas niemiłosiernie, zupełnie nie ślizgając się na tym, co kiedyś było trawą. A w dodatku byli zabezpieczeni przed zimnem cienkimi rajstopami!

Na pocieszenie, w rewanżu zagraliśmy bardzo dobry mecz remisując 0-0. Nie wymazało jednak z mojej  pamięci tej niemocy i sromoty z pierwszego spotkania. Po tej historycznej lekcji rozpoczęliśmy współpracę z Adidasem i wreszcie mieliśmy buty z wykręcanymi korkami na każdy rodzaj nawierzchni. Pózniej zresztą oprócz butów z wymiennymi korkami dostawaliśmy także buty z wmontowanymi na stałe korkami plastikowymi, które nosiło się do treningu. Współpraca z Adidasem umożliwiała nawet zamawianie butów na indywidualne potrzeby, na przykład z wyższą cholewką dla zawodników o rozchwianym stawie skokowym.

Pamiętam też, że w mojej karierze trenerskiej przygoda z butami miała ogromny wpływ na atmosferę panującą w drużynie reprezentacji Polski. Przed meczem z Argentyną na MŚ w 1978 roku zawodnicy dowiedzieli się, że Adidas przeznaczył specjalną premię dla nich: 25 tysięcy dolarów wyłącznie za to, żeby grali na całym turnieju w butach Adidasa, a nie Pumy.

Ponieważ kadrowicze domniemali, że pieniądze w ich imieniu pobrało kierownictwo i im nie przekazało (bo dotychczas nic o tym nie wiedzieli), podnieśli larum. Targi i negocjacje między ówczesnym prezesem PZPN-u, a radą drużyny trwały do drugiej w nocy. Zawodnicy zagrozili w ogóle, że zamalują charakterystyczne trzy paski na cholewce buta, żeby dać sygnał Adidasowi, że nie otrzymali przeznaczonych dla nich pieniędzy. Nie pamiętam już, jak się skończyło, ale w ten sposób buty przeszły do historii polskiej Piłki Nożnej…

Później, kiedy zaczęły konkurować ze sobą wielkie firmy produkujące sprzęt sportowy takie jak Adidas, Puma, Nike, czy Diadora, kluby pozostawiły zawodnikom wolną rękę w jakich butach chcą grać, więc firmy te zaczęły podpisywać indywidualne kontrakty z poszczególnymi zawodnikami. Oczywiście najwyższe umowy dostawali najczęściej napastnicy, bo na zbliżeniach po strzeleniu bramki w telewizji można było eksponować logo firmy.

Z biegiem czasu zmieniła się też technika. Obecnie buty dla najlepszych zawodników przygotowują specjalistyczne zespoły specjalistów, którzy uwzględniają najmniesze nawet potrzeby zawodnika. Podstawa jest jednak zawsze taka sama: bada sie to, jak rozkłada sie nacisk stopy na podeszwę, bo to ma wpływ na ilość i rozmieszcenie korków. W tradycyjnych butach było ich sześć: dwa pod piętą i cztery na przodzie stopy. To jednak nie pomagało tym zawodnikom, którzy biegali bardziej z palców lub biegali z naciskiem na boczne strefy stopy. Wtedy korki muszą być z przodu i boku, musi też być ich więcej.

Pod koniec lat 70-tych, kiedy przyjechałem trenować do Grecji, większość boisk treningowych a nawet stadionów miało nawierzchnie szutrową, a boiska na których widać było resztki trawy, były twarde jak beton. Sztuczne nawierzchnie też wymagają specjalnego obuwia i są bardzo niebezpieczna dla więzadeł i stawów. Nawet kulki kauczuku wrzucane na powierzchnię nie zmniejszają współczynnika tarcia, który jest tam dużo większy od boiska trawiastego.

Na koniec uwaga techniczna: należy podkreślić, że wielkość stopy zawodnika determinuje technikę i umiejętność strzału. Zawodnicy o małej stopie i wysokim podbiciu mają łatwość oddawania bardzo silnego uderzenia z daleka. Natomiast gracze o dużej stopie preferują raczej strzał zewnętrzną częścią, tak zwanym fałszem, ponieważ nie zwiększa to ryzyka urazu stawu skokowego, występującego gbyby próbowali strzelać prostym podbiciem. Przykładem takim był Gunter Netzer z dużyny RFN-u w 1974 roku, któremu Adidas robił już wtedy buty na zmówienie, ponieważ potrzebował numeru 48.

* Skomentuj ten wpis

Komentarz do meczu Pucharu UEFA Lech – Nancy

Tak jak powiedziałem w programie 4-4-2 w TVP: Franz powinien baczniejszą uwagę zwrócić jednak na  polepszenie gry obronnej, bo w Pucharze UEFA trzeba grać na wynik, a nie na spontaniczną ofensywę.

Widać z tego, że trenerowi i drużynie jest bardzo trudno zmienić sposób gry z tego, który z różnym skutkiem preferuje w polskiej lidze. Ponadto bardzo duże zmiany w składzie zespołu nie ułatwiły utrzymanie należytego wykonania.

Do pozytywów można zaliczyć to, że tak szczelna defensywa przeciwnika straciła dwie bramki. Oczywiście jedna z nich to prezent od bramkarza, ale nie zmienia to mojej opinii.

Wgłębiając się w szczegóły taktyczne: mimo, że Lech meczu nie przegrał, to musi zacząć mocno popracować całą drużyną nad obroną, ponieważ w jego grze (proszę zwrócić uwagę nawet w lidze!) brakuje skutecznych działań zaraz po stracie piłki. Za dużo ofensywnych zawodników w drużynie powoduje zachwianie równowagi pomiędzy działaniami ofensywnymi i defensywnymi. To wydaje się być największą bolączką Lecha a szczególnie przed meczem rewanżowym na wyjeździe.

* Skomentuj ten wpis

Komentarz do wczorajszego meczu Juve-Real

Znowu Juve i Ranieri udzielili lekcji futbolu królweskim. Wystarczyło wybijać ich z rytmu gry, grając w „dziada” kiedy turyńczycy byli w posiadaniu piłki, oraz stosować wybiórczo pressing, aby odnieść przekonujące zwycięstwo i to jeszcze w lepszym stylu, niż to było w Turynie.

Oczywiście nie byłoby tego zwycięstwa, gdyby nie Del Piero, który biegał przez cały mecz jak jelonek, gubiąc z dziecinną łatwością kryjących go przeciwników. Śmieliśmy się w studio TVP2, że musiał być podłączony do namiotu tlenowego, żeby mieć taki gaz. Zresztą Del Piero już tak długo gra, że sprawdzaliśmy specjalnie w internecie jego wiek. 34 lata to nic w stosunku do 38-letnigo Nedveda, ale widać, że gra bez żadnego obciążenia - uzyskał już tak wiele w piłce, że nikt od niego nic więcej nie wymaga i niezależnie, co w meczu zrobi, wszyscy są z tego zadowoleni.

To dla zawodnika obromny komfort  ale jest to przynależne tylko dla Wielkich.

W grze Juve widać było, że lekcja gry w drugiej lidze dała im ogromne doświadczenie i pomogła w penetracji personalnej tych rozgrywek, czyli wyboru zawodników do Juve. To było widoczne wczoraj, kiedy 8 zawodników z podstawowego składu było kontuzjowanych.

O Realu, jednej z moich ulubionych drużyn, nic pozytywnego nie mogę napisać, bo poziom gry i zestawienie zespołu były beznadziejne i dopiero ostatnie 15 minut, kiedy przeciwnik odpuścił pressing i zaczął bronić wyniku oddając połowę boiska, coś się zaczęło dziać. Ale to było za mało żeby zmienić wynik.

Ciężkie czasy czekają trenera Schustera, bo drużyna jest skonfliktowana, co było widać po Casillasie, kiedy ustawił bardzo źle mur do rzutu wolnego. Tego, po którym Del Piero strzelił bramke!

* Skomentuj ten wpis

Jeszcze o kontrolowaniu Beenhakkera

Ostatnio znów został podniesiony temat kontrolowania trenera Leo Beenhakkera przez członków PZPN-u, czy jego zarządu. Mówił o tym Antek Piechniczek. Od razu wywołała się mała burza, więc napiszę coś od siebie.

Po remisie ze Słowenia powiedzialem, ze będą głosy, że Beenhakker powinien odejść, ale dlatego, że pieniądze, które zarabi po prostu są niewspółmierne do dokonań. A to boli prawie wszystkich naszych trenerów - to taka środowiskowa zazdrość.

Moje zdanie: niech zarabia ile chce, płaci mu sponsor, ale jest kryzys finansowy, trenerzy będą na świecie dostawać mniej, więc musi mieć wyniki. Patrzcie zresztą: Ramosa juz nie ma, trener Juventusu też za chwilę może się pożegnać z posadą, nie masz wyników, nie masz pracy. Biorąc więc pod uwagę aktualny skład zarządu PZPN-u, może lepiej, żeby jeśli nie będzie mu szło, zachowując swoje nazwisko, powiedział: do widzenia.

Piechniczek nigdy nie był przecież zwolennikiem Beenhakkera (musiałem go nawet tonować przed meczem z Belgią, mówiłem: Antek, przestań), Lato też. A teraz maja władzę. Myślę zresztą, że Jurek Engel, skoro tak od dawna się z tyłu szykuje do skoku, to będzie po nim faworytem. Aczkolwiek najwieksze szanse - teoretycznie - powinien mieć Kasperczak. Ze wszystkich trenerów moim zdaniem by się mu należało najbardziej.

Leo będzie więc teraz, po wyborach, miał ciężko, ciągle pod górę. Atmosfery do pracy raczej nie będzie. Engel zawsze był jego przeciwnikiem, choć to dobrze ukrywal. Lato też go nie lubi, ale teraz tego oficjalnie nie powie, bo pozycja jego obliguje.

Zresztą, lepiej żeby nie mówił teraz dużo, bo znów będzie jak z tą Ukrainą…

* Skomentuj ten wpis

Zapraszam do zadawania pytań przed meczem Reprezentacji!

Witam. Skończyliśmy właśnie drugą rundę odpowiedzi na pytania dotyczące Legii, a teraz, przed meczami Reprezentacji z Irlandią, zapraszam do zadawania pytań na ten właśnie temat. Proszę się nie krępować i być kreatywnym, że tematów jest sporo. Szczególnie mile widziane będą te związane z taktyką czy wykorzystaniem poszczególnych piłkarzy.

* Skomentuj ten wpis

Odpowiedzi na pytania od kibiców - część 2

Trochę to zajęło, ale mam drugą część odpowiedzi na pytania od kibiców Legii. Następne w kolejce będą pytania dotyczące reprezentacji Polski.

Czy uwaza Pan ze polityka transferowa ITI i klubu KP Legia idzie w słusznym kierunku aby Legia stała sie zespolem sredniego formatu europejskiego?
Myślę, że ITI chce kupować i promować młodych zawodników, klasyczne talenty, żeby je pózniej dobrze sprzedać. Dlatego właśnie zatrudniła jako trenera Janka Urbana, a jako dyrektora sportowego - Mirosława Trzeciaka, specjalistów w tej dziedzinie. Stąd też tak odważne wstawianie do składu Rybusa czy Borysiuka. Nie wiem więc, czy to zaprowadzi Legię daleko do Europy, bo wychowanie talentów to także kwestia szczęścia. Ale sytuacja może ulec zmianie, kiedy zostanie zbudowany nowy stadion i klub wejdzie na giełdę. Wtedy jak sądzę będą transfery ponad milion euro.

Czy ITI wiąże jakieś nadzieje z CWKS-em, czy wpłaciło wadium tylko po to, aby dostać tereny sportowe i HERB? Czy nadal będzie Pan Prezesem CWKSU?
Tereny CWKS-u, decyzją jeszcze Ministra Obrony Narodowej, Klicha, który nie chciał się z nami nigdy spotkać, zostały przekazane do Garnizonu Warszawskiego. Garnizon wyraża na szczęście chęć współpracy, ITI w żadnym wypadku nie będzie ich właścicielem, nie bójcie się.

CWKS Legia jednakże bez tych terenów nie może oczywiście egzystować, zresztą na kupnie prawa do wieczystej dzierżawy tej ziemi polegał nasz plan ratowania klubu. Czyli zostaliśmy w tym momencie zaatakowni z dwóch stron: nie dość, że zabrano nam tereny, to jeszcze sydyk wystawił klub do sprzedania. Nie mieliśmy się jak bronić.

W ten sposób zostało zmarnowane nasze półtora roku pracy: przecież przez ten czas bylyśmy u wszystkich decydentów - poprzednich i obecnych Ministów Obrony Narodowej, Ministrów Sportu, u wicepremiera, u Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz i u wielu innych. Niestety, absolutnie nikogo los Naszego Klubu nie interesował. Taka jest smutna prawda…

A prezesem przestałem być przed 1,5 rokiem kiedy do klubu  po decyzji sądu o upadłości (podał nas do sądu koszykarz Dryja za długi klubu w stosunku do niego) wszedł syndyk, który zawiesił działalnośc zarządu. Na naszą prośbe zgodził sie, aby dyrektor klubu J.Dorosiewicz i ja pomagali w funkcjonowaniu sportowemu CWKS-u, dlatego klub do dzisiaj pod względem sportowym funkcjonuje.
Ale wszystkie decyzje prawno-finansowe należały do syndyka i do sędziego komisarza, którzy zdecydowali się wystawić klub do sprzedaży po jego wycenie przez biegłego sądowego.

Co zrobił Pan dla ratowania upadającego CWKS-u? Czy to prawda, że istotnie miał Pan możliwość wykupienia Legii wraz z małą pomocą portugalskiej firmy?

Plan ratowania był prosty i jedyny. Agencja Mienia Wojskowego zgodnie z obietnicami po sprzedaniu Stadionu CWKS-u do miasta za 1/4 wartości, obiecała sprzedać w trybie bezprzetargowym tereny przy Powązkowskiej klubowi.

Naszym obowiązkiem było znalezienia partnera do tego dealu. Znalezliśmy go i to pomimo ogromnej wręcz dywresji (!) wśród członków zarządu - czyli byłych wojskowych. Do końca 2005 roku mieliśmy przyrzeczenie do podpisania umowy notarialnej z AMW, do której to do dziś nie przystapili. Bez tej umowy CWKS Legia, pozostawiony sam sobie przez wojsko, nie mógł egystować.

Ponadto grupa członków zarządu wysyłała anonimy (!!!) do Pani Pitery, Ministra Obrony Narodowej oraz AMW. Pani Pitera na podstawie tych anonimów zgłosiła sprawę do prokuratury, w której w ubiegłym roku przez 6 miesięcy toczyło się dochodzenie, o którym w ogóle nie wiedzieliśmy!

Dowiedzieliśmy się o tym dopiero z pisma z prokuratury, które na początku tego roku otrzymaliśmy. Była w nim informacja o umorzeniu postępowania. Postępowania, o którym nie mieliśmy pojęcia. Mogę więc powiedzieć z wielkim prawdopodobieństwem że to Ci właśnie ludzie z Zarządu klubu, przyczynili się do upadku klubu.

Wymieniona portugalska firma była częścią konsorcjum, które stworzyliśmy w celu zbudowania nowego stadionu na Legii. Gdyby wygrała przetarg, miała zamiar stworzyć z nami spółkę w celu zagospodarownia terenów przy Powązkowskiej. Ale przetarg ten został przez miasto odwołany i ta firma się wycofała. Na placu boju zostało więc tylko ITI….

Podczas meczu CWKSu z Milanem Milanówek, powiedział Pan kilka słów na temat stadionu przy Obrońców Tobruku. Cytuję “teraz będziemy mieli gdzie trenować i będą gdzie rozwijać się młodzi chłopcy”. Pytanie, jak Pan ustosunkuje się do tych słów? Czy Prezes klubu CWKS Legia, wie jaka jest sytuacja z tym boiskiem? Czy Prezes CWKSu, wie, ile kosztuje wynajęcia tego boiska? Czy Prezes CWKSu ma świadomość tego, zę słowa które wypowiedział mijają się z prawdą?

Oczywiście, że wiem: osiedle na Tobruckiej, boiska, hala WOSIR, należą teraz do gminy Bemowo, a przedtem były nasze. Kto te tereny “wyprowadził” spod jurysdykcji CWKS Legia? Dlaczego my nimi nie zarządzaliśmy? Przecież to dawałoby pieniądze na funkcjonowanie klubu?

Z moich prywatnych pieniędzy (i dzięki innym przychylnym nam ludziom) często opłacaliśmy treningi na tych obiektach. Więc wiem, ile trzeba zapłacić za wynajęcie boiska i hali, ile trzeba zapłacić za autokar, sędziów, zgłoszenie drużyn do rozgrywek… Wiem to wszystko.

Natomiast powiedziałem w ten sposób, żeby obecni tam decydenci poczuli się zobligowani do pomocy dla naszej sekcji, bo to jest (czy: była) nasza ziemia i mamy w dalszym ciągu moralne i etyczne prawo do niej.

Dziękuję serdecznie za pytania i pozdrawiam wszystkich Legionistów - Jacek Gmoch.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« listopada    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930